środa, 7 maja 2014

Jak pracuję z moim psem?

Witajcie!
Dziś chcę trochę opowiedzieć o tym, jak pracuję z Luckiem, co jest mi potrzebne i jak to wszystko wygląda, więc zapraszam do czytania :)

Od dobrych kilku miesięcy pracujemy metodą klikerową (szczegółowo opowiem o niej i o moim doświadczeniu z tą metodą w kolejnej notce). Staram się codziennie choć trochę z nim poćwiczyć, zrobić 2-3 sesje, ponieważ dają bardzo dużo. Ważne jest, aby nie przemęczać psa psychicznie, ponieważ praca z klikerem choć daje dużo radości, to wymaga od pupila niesamowitego skupienia. Więcej osiągniemy robiąc kilka sesyjek po parę minut, niż trenując np. 40. Między sesjami zawsze się z Luckiem bawię lub daję konga (o nim także kiedyś napiszę), przerwy są krótkie - po to by odetchnął ;)
Co takiego z tym klikerem robimy? Wszystko. Sztuczki, komendy, słynne "101 things to do with a box" albo wymyślam coś na poczekaniu i po prostu uczę ;) Pies ma tak mnóstwo frajdy, ja zresztą jeszcze więcej!
Na taki mój "zestaw" składa się oczywiście kliker, smaczki (obecnie te z firmy Maced, polecam - Lucjan dosłownie szaleje na ich widok! :D), torebeczka, czasem smycz - wszystko w zależności gdzie sobie ćwiczymy. To naprawdę przyjemne, a ile ma zalet!
- pies otwiera się przed nami, nie boi się pokazywania nowych zachowań, bo przecież ich właśnie od niego chcemy
- pojawia się miedzy nami więź, pies nam ufa coraz bardziej i bardziej
- mało kto wie, że sztuczki to nie tylko efektowny pokaz, ale poszerzanie horyzontów samego psa! Pięknie go stymulują i rozwijają
- clicker is quicker! prawidłowo pracując z klikerem szybciej osiągamy efekt
- to chyba lepsza forma spędzania czasu z psem niż wylegiwanie się na kanapie, prawda? ;)
To tylko główne punkty, a to, jak praca wpływa na waszą relację każda para odczuje inaczej. Trening to nieodzowny element życia z psem.
Oprócz metody klikerowej, ćwiczę z Luckym w najzwyklejszych sytuacjach codziennych. To również praca. Nie zawsze mam przy sobie kliker, czy torebkę smaczków, czasem wystarczy słowna pochwała czy pieszczoty. Ważna jest odpowiednia wiedza o wzmacnianiu zachowań, bo często nieświadomie wzmacniamy te złe. Przykład:
Wracamy do domu, podbiega pies. Cieszy się, skacze na nas. Głaszczemy go, śmiejemy się, witamy się z nim. Przecież to tylko niewinne powitanie!
Następnym razem pies chętniej będzie na nas skakał, bo przecież  nagrodziliśmy go za to z entuzjazmem. Wzmacniamy skakanie na ludzi.
Kiedyś, gdy przyjdzie do nas gość, który niekoniecznie życzy sobie takiego powitania ze strony psa może sobie najzwyczajniej w świecie pomyśleć, że jest niewychowany - i słusznie.
Gdybyśmy zignorowali psa i przywitali go wtedy, gdy usiądzie lub się uspokoi, następnym razem szybciej uda nam się osiągnąć pożądany efekt. Możemy też wypracować to w inny sposób - wszystko zależy od pupila, ponieważ każdy jest inny i potrzebuje indywidualnie dobranych metod.
Tylko konsekwencja, która niestety często zanika w pracy z psem pozwoli nam na uzyskanie zadowalających rezultatów. Jeżeli na pierwszym miejscu będą uczucia, pies szybko wejdzie nam na głowę, a później niełatwo będzie go "naprawić".

Nie zapominajmy jednak o dobrym humorze! Jeżeli mam zły dzień, odpuszczam sobie ćwiczonka, bo pies od razu wyczuje że coś jest nie tak. Podchodźmy do tego z entuzjazmem i uśmiechem, wtedy milej będzie się nam pracowało :)

To wszystko co chciałam wam przekazać, jeśli macie jakieś pytanie czy sugestie, piszcie, chętnie odpowiem. ;)
Ściskam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz